poniedziałek, 13 stycznia 2014

PicoLove w 2013


Cześć Dziewczyny!

Dziś post totalnie po całości subiektywny, bo chciałam podsumować miniony Rok 2013 pod względem kosmetycznych ulubieńców. Ulubieńców, a więc kosmetyków, po które sięgałam najchętniej, których efekty mnie zachwycały, albo... w jakiś inny sposób wywołały ciepło na mym serduchu.
Nie myślcie sobie, że jestem aż tak opóźniona, ale zwlekałam z tym aż do połowy stycznia, bo nie wszystkich kosmetyków miałam zdjęcia, a sama lubię pooglądać co tam u Was piszczy, więc myślałam, że i Wam będzie się przyjemniej tak oglądać :)
Panie i Panowie - moje wynurzenia czas zacząć!




Zacznę od mojej "bazy" i obowiązkowego rytuału namiętnego smarowania ryjka. Gdy wyszły na nim dziwne palące czerwone plamy a potem różne wysypki - udałam się do dermatolog. Ta dała mi garść próbek i zaleciła kupienie tej, która uśmierzy pieczenie. Uriage to się udało. Skusiłam się na ogromne opakowanie Xemose za 50złotych i końća nie widać! Moja skóra bardzo go lubi, co więcej - współpracuje z wszystkimi używanymi przeze mnie podkładami. Recenzję naskrobę wkrótce :)




Przekraczając dwudziestkę stwierdziłam, że najwyższy czas zadbać o zmarszczki pod oczami :) Zadbać, w sensie sprawić, żeby jak najdłużej trzymały się ode mnie z daleka(choć już widzę nieprzyjaciela...). Więc umyślałam sobie, że zacznę używać kremów pod oczy. I nie było to takie łatwe postanowienie! Próbowałam kremów z Avonu, Eveline, FlosLeku, Lirene i każdy wywoływał u mnie podrażnienia, łzawicę i pieczenie. Ta Ziaja nic takiego nie robi :) Smarowałam namiętnie bo... bo nie uczulała i jest pod oczy. Perełka :D haha! Recenzja się pisze.


Tak, to jest odkrycie! Przeczytałam o Skin Balance na paru blogach i narobiłam sobie na niego małego smaka... Gdy dowiedziałam się, że nie robi krzywdy dziewczynom o suchej skórze - poleciałam szukać go po sklepach. Jest idealny - kremowy, kryjący przy naturalnym efekcie finalnym, nie ściera się i nie odbija na ubraniach, wodoodporny... Idealny? Jedynie najjaśniejszy odcień po tym jak zbladłam jest już za ciemny. Ale czekam na przypływ gotówki, bo Pierre Rene wypuściło nowy jaśniejszy kolorek :) Recenzji jako tako nie ma, ale parę słów i swatch jest TU.


W 2013 zaopatrzyłam się również w kolejne, nowe opakowania Stay Matte w kolorach 01 i 03 :) Nie znam na razie lepszego pudru który ugruntuje makijaż. Choć próbowałam znaleźć mu zamiennika to nie potrafię - zawsze jest coś co mi w innych nie pasuje. Jedyne co to nie nadaje się pod oczy :) Albo inaczej - nadaje się, ale baaardzo oszczędnie :) Jako tako osobnej recenzji nie ma, ale jest widoczny prawie w każdym makijażu, w wielu postach zachwyty, trochę o nim w TYM poście.

Jeśli chodzi o kolor na policzku, to pokochałam róż od Hean. Właściwie ten róż to bardzo ciepła brzoskwinia (pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że bardzo ładnie wpada w znienawidzony w bronzerach pomarańcz) ale jest to taki kolor, który niesamowicie mnie ożywia wizualnie. Za ten efekt i tą cenę używałam go z szaloną przyjemnością regularnie. Teraz trochę wracam do różowych róży, ale 2013 to czas pomarańczy! Recenzja w TYM wpisie.


W zmyciu powyższych cudeniek pomagał mi żel-krem z Biedronki za zawrotną cenę 5 złotych i towarzyszy do teraz :) Jest delikatny i nie podrażnia, nie drażni ranek po wyciskaniu (ups:P) ale jednocześnie radzi sobie z każdym makijażem jaki miałam, nawet wodoodpornym. Fakt, czasem trzeba było umyć twarz dwa razy, ale nawet po tym nie czułam nigdy ściągnięcia, ani nie wywołało to zaczerwienień. Recenzja w TYM i TYM poście.


 Pomimo mojego przerzucenia się na linery żelowe 2013 rok u mnie upłynął z eyelinerem od Eveline. Wersja Celebrities gościła w mojej kosmetyczce naprawdę długo. Bardzo ją lubię i na pewno w gdybym miała szukać czegoś pewnego na szybkości wróciłabym do niej. Co mnie drażni w eyelinerach w takiej formie? Gdy maluje sobie lewe oko zawsze ubabram sobie trochę rzęsy :) Tak już tą prawą ręką śmiesznie wygibuje... Przez co potem przy tuszowaniu mam posklejane rzęsy.
Recenzja w TYM poście.



Max Factor 2000Calorie curved brush... Absolutny hit sezonu bomba :) Znalazłam tusz idealny dla swoich rzęs i ubóstwiam go pod każdym względem. Jedyny tusz po użyciu którego zaobserwowałam podkręcenie, pogrubienie i wydłużenie jednocześnie. Nie rozstaje się z nim i mam nadzieję, że nic się w nim nie zmieni :) Recenzja w trakcie tworzenia..
Baza od Avon. Moje okrycie po nie ukrywając ciężkim związku z Virtualem. Pomimo świetnych efektów baza Virtuala była za zbita i nakładanie było katorgą. Przy tej masełkowatej konsystencji jaką mamy od AVONu aplikacja jest duuużo przyjemniejsza. Baza nie jest droga, wydajna i dobrze radzi sobie z tym czym powinna - przedłużaniem żywotności cieni na powiekach i podbijanie koloru. Recenzja w TYM wpisie.




Paletka Wet n Wild za niecałe 10 złotych to chyba jedna z moich najlepszych inwestycji podczas zakupów na allegro "w ciemno" :) Są tu dwa chłodne brązy, jeden ciemny czekoladowy, kolor przypominający bronzer oraz jasną satynowo-waniliową brzoskwinię. Gdy musiałam ograniczyć kosmetyki do minimum - paletka służyła do podkreślenia brwi, wymalowania oczu, wykonturowania twarzy i zrobienia efektywnej brązowej krechy :) Recenzja TU.




Jeśli chodzi o pielęgnację ust to sprawdzonym sposobem jest pomadka od Forever Living. Mam ją już długo i jestem bardzo z niej zadowolona. Dobrze radzi sobie z regeneracją ust gdy je podle zaniedbam i przepięknie pachnie. Ponadto lubię efekt jaki daje na ustach - taki milutki, nie wazeliniasty :)  Zastanawiałam się na ile mi wystarczy - dał radę calutki rok i trochę mu jeszcze daję... Recenzja w TYM poście.


Pomadka, która otrzymuje miano ulubieńca 2013, to pomadka przeze mnie wygrana. Pomadka ZAO, której koloru niepotrzebnie się obawiałam. Jest ciut ciemniejsza i bardziej nasycona niż mój naturalny kolor ust, przez co totalnie uniwersalna. Ale to co w niej uwielbiam to właściwości pielęgnacyjne. Na początku nie mogłam o nich wiedzieć, teraz po jakimś czasie jestem to w stanie stwierdzić. Ponadto, jest to jedyna pomadka, którą mogę nałożyć na "zaniedbane", zniszczone wiatrem usta i tego nie widać! Pielęgnacja z kolorem i ekologia - wspaniałe połączenie! Recenzja TU.




Serum z olejkiem arganowym od Joanny. Mój absolutny ulubieniec jeśli chodzi o zabezpieczanie końcówek i wygładzanie niesfornych kosmyków. Pięknie pachnie, pomimo gęstej konsystencji nie obciąża(mądrze nałożony), nabłyszcza i nie wiem jak on to robi, ale włosy po jego użyciu są tak miłe, że można się uzależnić od macania :) Pompka działa lepiej niż w niejednym podkładzie. Mam szczęście i dostałam na urodziny kolejne opakowanie :3  Recenzja w TYM poście.


Nigdy nie lubiłam Dove - jakiż to dobry początek:D Jednak po wygranej paczce kosmetyków u Kasi i naprawdę pozytywnym zaskoczeniu po użyciu paru produktów postanowiłam dać firmie szansę (o ja łaskawa:P) i zaopatrzyłam się w parę fajnych kosmetyków. Dwufazowa odżywka b/s jest moim osobistym hitem. Pięknie pachnie, wygładza i ujarzmia puchaty busz, wystarczy bardzo niewiele by zaspokoić całe włosiska. Za to można z nią łatwo przesadzić. Recenzja w trakcie pisania :)




Nie jest to kosmetyk, którego używałam notorycznie, czy też regularnie, ale cudeńko, które nadało moim włosom naturalny wygląd i dzięki któremu nie muszę się martwić o odrost. Delikatne rozjaśnienie dzięki temu sprayowi sprawiło, że granica farbowane-naturalne zatarła się prawie całkowicie. I pomimo parunasto-centymetrowego odrostu wyglądam jak niefarbowana małpa :) Recenzja i efekty w TYM wpisie.






Mycie! A jeśli chodzi o mycie to miałam dylemat... Jednak walory zapachowe i przyjemność jaką czerpałam z wspólnych chwil przeważyły. Ciasteczkowa seria Luksji powaliła mój nos na kolana (czy to możliwe??) Najpierw delektowałam się zapachem wafelków, potem oddałam się wiśniowemu torcikowi. Prysznic stał się mistycznym miejscem prawdziwej przyjemności. Jednym słowem - wspaniały wynalazek! Recenzja może się pojawi :)


Tutti Frutti to uzależniająca sprawa :) Najpierw dostałam w prezencie różową wersję rambutanową, potem zachorowałam na karmel i cynamon. Świetne nawilżenie, natłuszczenie i działanie na przesuszone miejsca. Ponadto po raz kolejny - walory zapachowe. Zapach jest mocny, a na skórze zachowuje się jak perfumy w kremie. Ja i wszyscy w koło czują zapach masełka przez cały dzień. Czasem ubrania przejdą tym słodkim zapachem. I co najlepsze - woń mnie nie męczy i nie boli mnie od niej głowa :) Recenzja TU.

No to chyba większość "perełek" jakie sobie upatrzyłam w minionym roku...
Ja oglądałam już wiele ulubieńców u Was (bo nie wszyscy są tak opóźnieni z podsumowaniem roku jak ja:P) ale jeśli przegapiłam - nie krępujcie się i wklejajcie linki do Waszych notek :)

26 komentarzy:

  1. stay matt o tak , tez poki co jako takiego lepszego niemam, no moze ten z kryolanu ale on to od swieta zeby za bardzo nie wysuszyl skóry .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa! Ciebie to chyba zagorgolę! W Świętego Mikołaja się kuleżanka bawi? Dziękuję ale nie zasłużyłam :****

      Usuń
  2. puder Rimmela to i mój ulubieniec, będę musiała do niego wrócić, bo inne totalnie u mnie się nie spisują :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam po drodze parę innych, ale.... to nie to samo :D

      Usuń
  3. Stay Matte uwielbiam. Z bazą Avon nie było mi po drodze, bo dostałam ją jakoś latem i wszystko wraz z nią spływało. Wróciłam do niej miesiąc temu i teraz zachowuje się rewelacyjnie. Chyba muszę napisać drugą recenzję. Mam eyeliner Eveline i bardzo go lubię za precyzyjny, cienki pędzelek. A jakiego eyelinera w żelu używasz? I jak się sprawdza? Bo zastanawiam się nad zakupem. Aha i narobiłaś mi strasznego smaka na Luksję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Luksja jest smakowita, a podobno mają być nowe smakowe wersje :D
      W żelu mam narazie Pierre Rene (pisałam o nim notkę temu:P) i bardzo mi się spodobał... Lato i sahara - spływa wszystko xD

      Usuń
  4. Bardzo lubię Twojego bloga, fajnie go prowadzisz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Max Factor 2000Calorie to mój ulubiony tusz w ostatnim czasie, Rimmel Stay Matte również lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, jak nigdy nie miałam tak pięknych i wyrazistych rzęs jak po MF :) Przepadłam :D

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. oj zgadzam się... choć Pepa mówi, ze w lecie może być różnie - za wygodę stosowania chwała jej!

      Usuń
  7. U mnie niestety ta odżywka b/s z Dove zupełnie się nie sprawdziła :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? ja na początku myślałam, że też nie jest dla mnie, potem się okazało, że wystarczą dwa psiknięcia, a ja po prostu przesadzałam z ilością :D

      Usuń
  8. Znam tylko biedronkowy żel, też się z nim polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. to ja czekam na pełną recenzję kremu z Ziaji!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się ją naskrobać wkrótce :)

      Usuń
  10. tez swego czasu psikałam włosy Joanną, jak mój odsot się powiększy, zrobię to samo dla zatarcia granic ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kolejna psikająca Joanną :) Dobra sprawa dla takich małych manewrów :)

      Usuń
  11. ileż ulubieńców :3 chyba wypróbuję ten liner, dużo dobrego słyszałam

    OdpowiedzUsuń
  12. Skin Balance, biedronkowy żel, tusz do rzęs Max Factor 2000Calorie podkręcający to też moi ulubieńcy!:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ze dwa kosmetyki kolorowe, które wymieniłaś miałam... może z 10 lat temu ;-) Reszty nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Musze zainwestować w to serum z Joanny :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też mam bazę Avonu i bardzo ją lubię. Chętnie za to wypróbuję kosmetyk z Uriage :)

    OdpowiedzUsuń

Kłaniam się pięknie w podzięce za każdy komentarz! C;
Pisz śmiało, krytykuj konstruktywnie i dziel się swoją opinią - takie komentarze zawsze czytam chętnie nie tylko ja, ale też inni, którzy tu zaglądają.