środa, 11 grudnia 2013

Porównanie podkładów cz.2

Cześć Dziewczyny!

Jutro ogłoszę wyniki konkursu, bo potrzebuję jeszcze się namyślić wraz z "jury" aby podjąć ostateczną decyzję a faworytów mam paru :)

Dziś chciałam krótko o podkładach, gdyż jest to kosmetyk, który w jednej chwili jest idealny, a w za pół miesiąca okazuje się już takim nie być. Już raz próbowałam porównać parę podkładów, możecie o tym przeczytać [TUTAJ] a o innych podkładach nie uwzględnionych w dzisiejszym porównaniu (bo na przykład zostały już jakiś czas temu wyrzucone:P) możecie przeczytać pod etykietą PODKŁADY

Oj wiele podkładów pasowało mi w jednej chwili, żeby za jakiś czas stać się tylko niechcianym flakonikiem. Nie wiem, czy moja skóra zachowuje się jak kameleon, czy to kosmetyk tak zmienia barwę? 

                                Dziś pod lupę wezmę podkłady:                                
Rimmel - LASTING FINISH 25H - 103 (true ivory)
Rimmel - MATCH PERFECTION - 010 (light porcelain)
Maybelline - SUPER STAY 24H - 020 (cameo)
Wibo - ILLUMINATING - 01 (porcelanowy)
Catrice - PHOTO FINISH - 010 (sand beige)
Pierre Rene - SKIN BALANCE - 21 (porcelain)


Ok. Zdjęcie grupowe jest, chciałabym na wstępie pomruczeć trochę o właściwościach. Ponieważ nie będę porównywać pod względem matowania podkładu nawilżająco-rozświetlającego do matującego :)
Jeśli któryś Was interesuje - możecie zapoznać się z moją totalnie subiektywną opinia poniżej :)


Maybelline Super Stay 24h to podkład, który wychwalałam nad niebiosa i którego na półkach raczej już nie znajdziecie. Kosztował od 20złotych do 40-dziestu paru... Był taki sucho-pudrowy, na początku ciężko mi się z nim pracowało, kluczem do sukcesu był dobry, tłusty krem :) Ma matowe wykończenie, niepotrzebny mi był przy nim puder do zagruntowania. Trzymał się cały dzień, czasem i całą noc, gdy leciałam po zajęciach na imprezę :) Idealny również kolorystycznie. Bez używania mocno nawilżającego kremu trochę wysuszał. Nie podkreślał jednak suchych skórek i nie wchodził w zmarszczki. Fenomen tego pudru, to jego trwałość - mogłam wielokrotnie smarkać, wycierać twarz a on i tak kurczowo trzymał się mordki dopóki go nie zmyłam.


Catrice był zakupem, który podpowiedziała mi pani w Drogerii Natura za 20złotych. Nie był to do końca dobry wybór, bo suchoskórna ja i pudry matujące to nie do końca dobre rozwiązanie. Jednak tak jak w przypadku Maybelline - używając dobrego nawilżacza nie robił mi krzywdy a nie musiałam go przypudrowywać. Kolor jest dość ciemny, na dodatek po chwili się utlenia i jeszcze ciemnieje. Nie jest tak trwały jak Maybelline. Miał dawać ładne wykończenie zwłaszcza do flesza i sesji zdjęciowych. Owszem, nie było najgorzej. Jednak przez swoje właściwości ciemniejące nadawał się idealnie, ale tylko w lato. Wtedy świetnie wtapiał się w opalona skórę. W chwili obecnej nakładając go na twarz wyglądam co najmniej śmiesznie :)


Rimmel Lasting Finish to zakup na szybkiego, kiedy potrzebowałam pudru na już, a ten akurat był na promocji i zapłaciłam za niego chyba coś ponad 10 złotych? Pomimo tego, że wydawał mi się ciemny - ładnie stapia się ze skórą. Miał to być podkład zawierający kompleks nawilżający jednak długotrwały i odporny na ścieranie. Miałam nadzieję na coś w stylu nawilżającej wersji Maybelline, jednak zawiodłam się bardzo... Podkład przyjemnie się rozprowadza, nie podkreśla suchości i wtapia w skórę. Jego krycie jest średnie, ale skóra wygląda zdrowo. Przypudrowuję go lekko i... no cóż. Ściera się dość szybko, jednak w sposób naturalny. Nie odbija się na wszystkim wkoło, jednak trzeba uważać na to gdzie się przytulamy twarzą :) Długotrwałość? Nie wytrzymał całego dnia, nawet ośmiu godzin, a co dopiero 25... Może to dlatego, że nakładałam go na krem nawilżający? Jednak z niego nie jestem w stanie zrezygnować. Mogę wyjść z domu bez podkładu, ale nie bez kremu! 

Wibo, to podkład który również złapałam na jakiejś promocji za niecałe 10złotych :) Jest to fluid rozświetlający z formułą nawilżającą - pomyślałam, że to coś dla mnie. Podkład jest kremowy i miły, zawiera w sobie malutkie drobinki, jakby drobno zmielony brokat, który ma dawać to rozświetlenie... Nie smużył na twarzy, jednak ma zasadnicze minusiki: nakładany na nakremowaną twarz sprawia, że świecimy się jak choinka i żaden puder tego nie zniweluje :) Kryje średnio, ściera się dość szybko. Dla mnie jest to puder na wyjście do sklepu i z powrotem. Jednak nie zmienia to faktu, że nałożony na krem np. REO, który nie jest tłusty, po pierwsze: podkład Wibo żyje na twarzy dłużej, a po drugie - nie świecąc się jak psu ****** na wiosnę wygląda prześlicznie. 


Skin Balance od Pierre Rene - marzyłam o nim od dawna czytając pochlebne recenzje blogerek. W końcu zakupiłam go pod koniec wakacji za 20złotych. Kolor wtedy był idealny - dla mojej opalonej mordki. Konsystencja kremowa, podkład bardzo dobrze mi się rozprowadza. Jego największe zalety? Dobre krycie przy naturalnym wyglądzie. Ładnie zakrywa zaczerwienienia, choć przy większych zmianach ratowałam się korektorem, to w większości przypadków podkład wystarczał w zupełności. Wykończenie - idealne. Naturalne, trochę pudrowe. Nie przypudrowywałam go, bo bardzo przypadło mi do gustu jego wykończenie :) No i najważniejsze - trwałość! To kolejny podkład po Maybelline, który jest tak trwały i nie ściera się przez wiele, wiele godzin. Nie wytrzymuje już tak mojego smarkania, ale nie odbija się na szaliku, ani nie schodzi, gdy ocieram twarz rekami. Jedyne co mi w nim przeszkadza to kolor. Wakacje się skończyły, opalenizna zeszła a numer 21 jest zupełnie za ciemny... Podobno wszedł numerek 20, jaśniejszy, ale jeszcze nigdzie się z nim nie spotkałam. Dlategóż Mikołaj na moją prośbę przyniósł mi...

Rimmel Match Perfection. Kupiony przez Mikołaja, na moją ładną prośbę "o jakiś najjaśniejszy podkład" żeby podreperować "ciemnotę" Skin Balance. Nie myślałam o takim drogim mazidle, ale Mikołaj jak to Mikołaj...Jest to podkład teoretycznie długotrwały, wyglądający dobrze w każdym świetle i delikatnie rozpromieniający cerę. Podkład używam od paru dni i próbowałam z nim chodzić również solo, a efekt bardzo mi się podoba, jedynie odcień który posiadam jest ciut za jasny i zbyt chłodny. Jest bardzo lekki i naturalny. Krycie określiłabym jako średnie w stronę słabego tak samo jak bardzo łatwą ścieralność. Bez przypudrowania jest bida :) Daje efekt zdrowej, wypoczętej skóry, przede wszystkim wygląda bardzo naturalnie. Jednak z założenia miał być to podkład do rozrabiana ze Skin Balance :) I w tej roli sprawdza się idealnie! Mieszając go w proporcjach 2:1 z podkładem Pierre Rene dostaję swój zimowy odcień skóry w postaci płynnej, świetną trwałość, naturalny wygląd i piękne, naturalne wykończenie. 

****************

Uff... Kto dotrwał do końca może sprawdzić moją subiektywną listę krycia i ścieralności. Na samej górze najgorsze krycie - niestety przypada najdroższemu - Rimmel Match Perfection. Kryje najsłabiej, ale ma piękne wykończenie i dla kogoś, kto nie ma problemów z cerą byłby idealny :) Natomiast pod względem ukrywania niedoskonałości i przebarwień wygrywa Skin Balance od Pierre Rene.

 Jeśli chodzi o ścieralność - najbardziej ściera się Wibo i oba Rimmele... Pod tym względem Rimmel jest słaby, ale kusi mnie nowa wersja Stay Matte którą ostatnio również skrzętnie macałam w Rossmanie :) No i Maybelline jest nie do starcia!

Mały przegląd kolorystyczny i moje koślawe pismo :) Najpierw kolorki na kartce papieru - kropka i roztarty:

No i jeszcze tęcza kolorystyczna na ryjku... Wygląda to strasznie :D

Zastanawiałam się czy wrzucać efekt jaki daje na twarzy każdy z tych podkładów, znaczy się czy jest sens, bo każde "zestawienie" było robione w innym świetle i dlatego różnie dany podkład na twarzy się prezentuje.
Interesuje Was efekt któregoś z nich?

20 komentarzy:

  1. ciekawe... nie wiedzialam ze rimmel ma az tak jasny ten podklad... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama też byłam zaskoczona tym kolorem!

      Usuń
  2. Uff... Czasami się cieszę, że nie używam podkładów :D Dobieranie dobrego koloru musi być czasochłonne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Cie podziwiam w dobie podkładów, że go nie używasz :)

      Usuń
    2. Też podziwiam osoby, które go nie nakładają ;) Ja niestety mam cerę z brzydkimi przebarwieniami i bliznami po pryszczolach, więc nawet jak jest "bez skazy", to i tak nie wygląda za fajnie. No a na wybielanie kwasami u kosmetyczki brak mi funduszy, więc jadę na podkładach póki co :)

      Usuń
    3. Zazwyczaj wychodzę z samym pudrem lub korektorem+pudrem i z głowy. (nie liczę tutaj tuszu do rzęs itd.) :D Choć czasami potrzebuję większego krycia, więc wtedy sięgam po "BB" i wygląda to lepiej. ;)

      Usuń
  3. miałam jedynie maybelline i byłam zadowolona :) teraz mam Inglota i mam mieszane uczucia, więc przy okazji 40% w rossmannie kupiłam true match - dużo dobrego się naczytałam
    a ideału, z którym bym została na dłuuuuugo jeszcze nie znalazłam, bywało blisko, ale jeszcze nie to

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie do ideału mu daleko :)
      Ja też uwielbiam kolorówkę Inglota, ale puder sypki mnie zawiódł po całości... Więc kosmetyki typu puder/podkład tam już nie kupuje :)

      Usuń
  4. O matko ale gama kolorystyczna :) Ja wibo kiedyś kupiłam ale ani razu nie użyłam bo jakoś się boje, że mnie uczuli..nie wiem czemu takie mam lęki..no ale mam :P
    A korektor faktycznie jest strasznie ciemny..ale po nałożeniu na skórę traci trochę kolor, matowi skórę pod oczami..a a z podkładem to już bajka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no cóż lęk przed uczuleniem może się pojawić, mnie raz po jednym obsypało, okazało się, że kupiłam go a on był... przeterminowany!!!!
      Korektor na ręce mnie przeraził, a na oku wygląda przefajnie! To ciekawy gagatek!

      Usuń
  5. Świetne zdjęcia i zestawienie, choć nie używam żadnego z nich. ;-D

    OdpowiedzUsuń
  6. super recenzja, ja akurat nie miałam żadnego, teraz testuję nowość maybelline affinimat czy cos w tym stylu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo... Pani w drogerii proponowała :) ale boje się matujących o których nic jeszcze nie czytałam :D

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. :) też się na Tobie niemiłosiernie świecił, czy nie nakładasz tak obsesyjnie tłustego kremu pod podkłąd jak ja to czynię? :D

      Usuń
  8. Miałam wibo i nie byłam zadowolona... Może skuszę się na rimmel, ale tu wygląda na potwornie blady (ale to pewnie też kwestia oświetlenia)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest potwornie blady :) jak nakładam go solo to widać, że jest się bledszym :)
      Wibo jest dość specyficzne i jeśli ktoś akceptuje tylko mat - to niech o nim zapomni :)

      Usuń
  9. Każdy kolor inny :O
    Ja jestem fanką Revlonu :) świetnie matuje i utrzymuje się cały dzień na buzi :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie w wolnej chwili:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Na twarzy True Match z Rimmela wygląda przeraźliwie biało! Aż jestem w szoku! Tak jak 110 z Revlona, w którym wyglądałam jak trup :D

    OdpowiedzUsuń

Kłaniam się pięknie w podzięce za każdy komentarz! C;
Pisz śmiało, krytykuj konstruktywnie i dziel się swoją opinią - takie komentarze zawsze czytam chętnie nie tylko ja, ale też inni, którzy tu zaglądają.