wtorek, 6 stycznia 2015

Swatche pomadek Golden Rose


Cześć Dziewczyny!

Jakiś czas temu do zakupów Pani dorzuciła mi zestaw czterech pomadek firmy Golden Rose w formie czterech zamykanych folijką opakowań. Wyglądało to tak fajnie, że szkoda było mi opakowania niszczyć, wiedząc, że jak już otworzę będzie się pałętać wszędzie i paprać inne kosmetyki znajdujące się w zasięgu... Ale już jakiś czas smaruję nimi usta i chciałam Wam pokazać jak się prezentują jeśli któraś z Was miałaby na nie ochotę :)

Moje pomadki pochodzą z serii ULTRA RICH COLOR i posiadam trzy rodzaje:
- o wykończeniu metalicznym
- o wykończeniu błyszczącym (shimmering)
- i o wykończeniu kremowym (moi faworyci:) )

Szczerze mówiąc - wykończenie metaliczne i shimmeringowe nie różni się dla mnie zbyt szczególnie i przypomina pomadki rodem z szafy mojej babci. Nie przypadły mi do gustu całkowicie :D
Poniżej zestawienie w świetle sztucznym, bardzo ciepłym.
Zauważcie, że róż i czerwień o kremowym wykończeniu (dwa środkowe) różnią się też od siebie błyskiem. Róż wygląda jakby lekko pociągnięta błyszczykiem, za to czeriwń delikatnie zastyga na ustach przypominając pomadkę matową. 


Pomadki o wykończeniu shimmering i metallic mają pełno świecących drobinek, które przy drobnym roztarciu lądują na całej twarzy i nie sposób się ich pozbyć przez następne parę godzin. W efekcie wyglądamy jak całkiem strojna choineczka :D 

Kremowy róż ma piękny kolor, dość neutralny, żeby towarzyszyć w codziennym looku, ale również wspaniale wpasuje się w mocne, wieczorowe smokey. Jest kremowy i nie wysusza ust. A  jego wada? Wchodzi w załamania i niezbyt estetycznie się zjada...

Kremowa czerwień jest najlepszą z wszystkich czterech w tym mini próbniku. Mega napigmentowana, wystarczy niewielka ilość żeby dostać porządną dawkę koloru. Jeśli zaś właśnie chodzi o sam odcień czerwieni jest bardzo intensywny, nie wpada ani w róż ani w pomarańcz - jeden z lepszych kolorów jakie miałam okazję nosić, a na zdjęciach zachowuje się jak istny kameleon. Co najlepsze - ładnie schodzi z ust! (o optycznym wybielaniu zębów chyba nie muszę wspominać??:))


Chciałabym zobaczyć inne intensywne kolory w wersji kremowej, bo po przygodzie z czerwienią uważam, że warto na nie zwrócić uwagę. Tym samym czaje się na jakieś stoisko Golden Rose, a nóż coś jeszcze ciekawego znajdę w odcieniach bardziej różu:) Niestety do najbliższego mam nieblisko... :( 

Miałyście może jakąś z tych pomadek właśnie w wersji kremowej??
(PS. czy tylko ja mam awersję do tych metalicznych szminek??:D są paskudne! :P)

środa, 23 kwietnia 2014

Wróciwszy z polowań



Cześć Dziewczyny!

Jako zodiakalny Strzelec czuję potrzebę zdobywania i dzielnie wybrałam się na łowy w myśl zasady: "Wypłata się sama nie przepuści!" :) W końcu spełniłam swoje małe odzieżowe marzenia, ale też zaspokoiłam chęci i ciekawość w sferze kosmetycznej. Są to rzeczy, które mam już kilka dni/tydzień/cośkołotego i pierwsze wrażenia skrobnę do każdej z nich :)




Okej, zacznę może od Rossmana i zakupów gdy jeszcze nie byłam dzieckiem świadomym przyszłych promocji... Zaopatrzyłam się w idealnego dla mnie nudziaka, którego poszukiwania w Inglocie i Paese mi nie wyszły a tu w Miechowskim Rossmanie znalazłam go za magiczną kwotę 1,99zł. Żyć nie umierać :) Dawno mnie lakier do paznokci tak nie usatysfakcjonował :D Jeśli nie wiecie, to uwielbiam kolorowe paznokcie, wykwintne wzory i piękne malunki rodem z obrazów Picasso, ale... noga jestem jeśli chodzi o zdobnictwo mych własnych szponków. Lubuję się za to w mlecznych, delikatnych kolorach, bo... wizualnie upiększa to moje dwie grabie :D







Chwalony wielokrotnie Eliksir Wibo... Czytałam o nim wiele, nabyłam osobiście dopiero niedawno. Ach, mogła czekać na promocję! Ale znając życie w czasie promocji szminkowej wszystko będzie przebrane... Nie smęcę - kolor to piąteczka - delikatny, nadający ustom taki zdrowy połysk oraz delikatny kolor.... Pachnie ładnie, nie wysusza ust, nie rzuca się w oczy, a jednak zmienia cały makijaż. Mmmm... Dlaczego ja go wcześniej nie kupiłam???








O korektorze w odcieniu "naturalnym" od Maybelline w wersji affinitone mogłyście u mnie przeczytać o tutaj. Pokochałam go miłością tak szczerą i prawdziwą, że nie mogłam się oprzeć i słysząc o promocji na korektory/podkłady i inne natwarzowe rzeczy pobiegłam po numerek pierwszy. Dlaczego? Naturalny nie tylko jest ciemniejszy ale ma zupełnie inny odcień. Zależało mi na czymś bardziej żółtym w sam kącik oka. Sprawdza się równie dobrze jak jego brat :)









Lovely - mineralny róż w odcieniach jak to stwierdził mój Luby - pod pomarańczę :) Faktycznie mamy tu taki odcień ceglastego, taki rozbielony koral i brudną cegiełkę, co razem daje przepiękny efekt. Zakupione z myślą o lecie i dodatku do pomarańczowych ust :) Z pierwszych spostrzeżeń powiem Wam, że świetnie się trzyma na buziaku! O ile mój samorobiony róż w ciągu dnia delikatnie płowiał i się ścierał - ten dzielnie przesiedział na mojej mordce. 






No cóż, były spreje z Joanny, samoróbki, Jantary i Green Pharmacy... Nic jakoś szczególnie mnie nie urzekło... Ale jak zobaczyłam tą nazwę dającą na myśl niepokorne wiosenne wiatry (i nie mówię tu o jajeczno-poświątecznych bąkach!) musiałam spróbować, tym bardziej, że jako jeden z niewielu dostępnych w drogerii nie miał tego złego alkoholu zaraz za wodą.... tylko zwichrzył go dalej pod koniec składu :) Na razie niewiele mogę powiedzieć, prócz tego, że mam nieodparte wrażenie, że to on jest odpowiedzialny za objętość XXL moich włosów w ostatnich dniach :)






Nożyk do brwi z minti.  Stwierdziłam, że skoro chcę zrobić konkurs gdzie nagrodą będą rzeczy z tego sklepu to muszę coś zamówić! Padło na dwie rzeczy - nożyk do brwi był zaspokojeniem mojej ciekawości. Widziałam na vlogach zagranicznych jak dziewczyny tego używały by zapuścić brwi i sama chciałam spróbować co i jak. Faktycznie - ciekawe maleństwo i może nam pomóc jeśli chcemy zapuścić brwi, bo lepiej przycinać regularnie niż wyrywać, bo włoski wydają się grubsze :) Mam plany zrobić eksperyment czy dzięki temu maleństwu można zmienić kształt brwi. Ale na to potrzeba będzie dużo czasu i ... cierpliwości :)



Drugą zachcianką z wspomnianego sklepu on-line był pędzel HAKURO 50S do podkładu. Jeśli chodzi o pędzle - nie mogę złego słowa powiedzieć na mój przewspaniały zestaw z BH Cosmetics. Jednak tamtejszy pędzel do podkładu - taki duży, języczkowy - zupełnie nie umiał ze mną współpracować. Zdziwiona tym, jak to inne dziewczyny chwalą malowanie pędzlem postanowiłam wypróbować i postawiłam na polecane modele. Nawet sobie nie wyobrażałam jak zmieni się cały mój rytuał makijażowy przez tego małego brzdąca!
Drugi pędzelek upolowałam w szafie Essence w Bielsku. Bardzo chciałam nową kuleczkę do rozcierania, ale trochę mniejszą niż mój dotychczasowy puszek. Wiem, że niektóre pędzle z Essence cieszyły się dobrą opinią, ten jak na swoją cenę i jak na pędzelek oznaczony etykietą "awaryjnie" jest okej:)






Kolejną zdobyczą w Essence jest kremowa kredka Big Bright Eye. Wyczytałam o niej w tym wpisie na blogu Lusterka Em i wiedziałam, że CHCĘ. Chcica była jeszcze mocniejsza, gdy podeszłam do kredek, znalazłam tą oznaczoną naklejką "tester" i pomiziałam się nią po ręce. To chyba najmiększa kredka jaką kiedykolwiek miałam okazję dotykać! Jest przemilutka, przefajna i uwielbiam ją całym sercem! Co prawda ja nie lubię kredek na linii wodnej ale kreślam sobie nią na powiekach, rozcieram, łączę z cieniami i mam z nią tyle radości co mało z jakim kosmetykiem :) Byle więcej takich mięciutków! :3



Czaiłam się ładnych parę miesięcy na to trio... Chciałam posiąść ten piękny, matowy granat, jednak dwa pozostałe kolory wydawały mi się zbędne. "Po co wydawać około 17złotych na trzy cienie, z których używać będę tylko jednego?" - takie myśli przywoływały mnie do pionu każąc schować portfel głęboko za każdym razem gdy widziałam owe trio. W końcu przełamałam lody i stwierdziłam, że jak nie ja, to może któraś z Was go zechce i kupiłam. Ale teraz wiem, że nie oddam już nikomu! Wszystkie kolory są przebajeczne, a najlepsze jest to, że... granatu używam teraz najrzadziej :D Aż wstyd się przyznać!




Podczas urodzinowych zakupów dla mamy nie mogłam się oprzeć temu maleństwu... Wraz z mamą uwielbiamy mydełka glicerynowe, a jeszcze jak pięknie pachną to muszą być nasze! :D To akurat boska malina, która umila mi życie w łazience. Hmm... Jedyne co mogę powiedzieć teraz, to że w odróżnieniu do swych braci - mydełek glicerynowych krojonych na wagę, to kółeczko jest malutkie i nie ześlizguje mi się z mydelniczki :) Ach, jak ja bym zjadła malin za każdym razem jak poniucham to mydełko to bym się najchętniej obżarła tak... do pełna!



Powiecie, że same wspaniałości, same cuda na kiju i tym podobne... Nic bardziej mylnego! Wśród tych fajnych mniejszych i większych zachcianek musiała się trafić czarna owca, szkoda tylko że w tak przeze mnie lubianej rodzinie Golden Rose. Szminka w kolorze 126, macana parę tygodni na ręce, chcica wzięła górę, bach! Jest moja. Jak się okazało, macając na ręce nie sprawdziłam zapachu, który strasznie mi przeszkadza. Ponadto szminka jest dla mnie uosobieniem zła i myślę, że zasługuje na osobny post okraszony zdjęciami... Chciałam fajną, intensywną pomadkę do sesji i na wiosenne szaleństwa. Pf...

No cóż, na dzień dzisiejszy to chyba wszystko warte wspomnienia? Co będzie dalej z tymi pierdółkami - zobaczę. Mam w planach jeszcze załapać się na matowego Color Tatoo, ciekawa jestem czy zdążę przed przebraniem szafy Maybelline przez innych? :)
A Wy coś poleciacie jeśli chodzi o teraźniejsze promołszyn?
Buziaki!

poniedziałek, 24 lutego 2014

Potwornie fajne maleństwo :)



Cześć Dziewczyny!


Jak zobaczyłam się dziś rano w lustrze stwierdziłam, że nagłówek musi zawierać magiczne słowo "potwór" które świetnie oddaje jak wyglądam :D Ale do rzeczy!

Chciałam Wam przedstawić moje nowe maleństwo, które wpadło przy okazji zakupu szminki z Golden Rose (o niej TU ) i kosztowało aż sześć złotych :) Skusiła mnie cena i próba palco-macaniowa na testerach. Taki delikatny błysk jaki dawał nie potrafiłam uzyskać żadnym kosmetykiem, więc nie myśląc co innego mogłabym mieć za sześć złotych - wzięłam.

Cień jest z serii silky touch, z której mam już cień matowy o pięknym kolorze rozbielonej brzoskwini. Ten nowy ma wykończenie oznaczone na pudełku jako perłowe, ale nie jest to ten rodzaj perły, który kojarzy się z przerysowanym błyskiem i tandetą. Maleństwo daje delikatną mgiełkę koloru, która może być mocniejsza, lub zupełnie delikatna iskrząc się tylko na powiece. Poniżej mój matowy cień o numerku 204 i nowy o numerze 104 delikatnie przejechane palcem na skórze bez bazy, żeby pokazać tą "mgiełkę" koloru, która świetnie wygląda w makijażu dziennym.


Zwolenniczki mocnego koloru na powiece będą rozczarowane, jednak wierzcie mi - takie zaznaczenie ruchomej części powieki pięknie nam ją uwydatnia i powiększa oko, kolor odświeża spojrzenie i nadaje się do łączenia i cieniowania praktycznie z każdym kolorem :) Poniżej jak wygląda "szkielet" makijażu znów BEZ BAZY i bez cieniowania ciemnym cieniem.
1. Nic, 2. Cień brzoskwiniowy 204 na ruchomą powiekę, 3. Cień 104 do wewnętrznego kącika + pod linię brwi

Ale cień ten skradł me serce głównie za sprawą efektu, jaki daje po roztarciu. Zaczyna się robić coraz cieplej, coraz więcej światła otula nasze buźki. A efekt w słońcu po roztarciu perłowego cienia 104 jest po prostu przepiękny.


No i stąd pomysł: "a może by go zrobić rozświetlaczem?". Przyznam się szczerze, że rozświetlaczy w swej karierze miałam trzy i nie wiem, czy moje szczęście do tych kosmetyków jest gorsze niż w toto lotku, ale dwa z tych trzech nie robiły kompletnie nic, a ostatni z nich robił ze mnie świecącą na kilometr choinkę. Cień od Golden Rose wygląda za to bardzo przyjaźnie i co więcej - naprawdę efekt rozświetlenia mi się podoba i nie jest przesadzony!

Zdjęcie po lewej bez, zdjęcie po prawej bronzer i rozświetlacz.

Efekt jaki uzyskujemy na żywo, to takie... wzmocnienie kontrastu tylko na żywo, na naszej twarzy :) Nie pokazałam jeszcze jak wygląda cień nałożony na bazę! Brzoskwiniowy cień na bazie mogłyście podglądnąć w TYM makijażu, za to makijażu z cieniem-rozświetlaczem jeszcze nie obfociłam :) Ale różnica wygląda tak:


Jam jest zadowolona jak nie wiem :D Byle więcej takich udanych, tanich i uniwersalnych perełek.
Macie jakieś cienie w swym asortymencie od Golden Rose???
Buziaki!

środa, 19 lutego 2014

Dwa razy na tak! Pink | Red


Cześć Dziewczyny!

Dziś chciałam krótko Wam opowiedzieć o szminkach, które czynią moje życie (a właściwe usta :P) bardziej kolorowymi. Długo używałam błyszczyków, zanim "doszłam" do pomadek i szminek, ale gdy już "doszłam" (wszystkich zbereźników proszę o wyrozumiałość:)) kolekcja zaczęła się niebezpiecznie powiększać!

Chciałabym przedstawić Wam mojego matowego ulubieńca, po którego pojechałam do Kielc, a zachorowałam na niego po Waszych recenzjach :)
Golden Rose z serii velvet matte o numerze 10. Piękny, delikatny, bosko matowy. Nie doszukamy się w nim drobinek. Za cenę około 10złotych dostajemy maleństwo które ma ciekawą gamę kolorystyczną, trochę tandetne opakowanie, ale za to super pigmentację i świetną trwałość. Ja wytrzymałam cały wieczór pijąc litry coli i szminka ani myślała o zejściu! Jestem baaardzo pozytywnie zaskoczona :) Jedynym mankamentem jest delikatne wysuszanie ust. Jednak odpowiednia pielęgnacja i troska o nasze wargi załatwia sprawę :) Ponadto ukochałam sobie dziubaska w tej szmince, który ułatwia malowanie naszego dziubasa:)


Drugim gagatkiem jest oczojebna czerwień, którą dane mi było wygrać u Domi. Dzięki jej projektowi zdecydowałam się w końcu na częstsze "wkładanie" czerwieni na usta i to właśnie czerwień o numerze 53 znalazła się w tym pięknym, czarnym opakowaniu Paese. Czerwień aż razi po oczach, choć w małej ilości przypomina kolor malinowy. Ta również jest kosmicznie napigmentowana i jest czymś, co sprawi, że każdy na ulicy zwróci na Ciebie uwagę :) Ja miałam ją poza domem dwa razy. I miałam wrażenie że wszyscy na mnie patrzą, bo... chyba tak było :D Pomadka jest również bez żadnych drobinek, daje wrażenie wypielęgnowanych ust i trwałość również jest bardzo dobra, choć trzeba uważać na to, w jaki sposób ucieka z naszych warg.


Powyżej małe zestawienie jak kolory wyglądają w świetle dziennym i sztucznym. No i " dziÓbek" :) Poniżej zaś wklejam porównanie jak prezentują się kolory szminek z dzisiejszego posta wśród innych z mojej kolekcji. Zdecydowanie należą do grupy tych "ulubionych" na ręce :)


No i zgrzeszyłabym gdybym nie pokazała jak mniej więcej wyglądają te kolory w całym makijażu. W obu przypadkach jest to makijaż dzienny, prawieee taki sam :) Ach, ta czerwień na ustach! Daje po oczach, nie? :)



A Wy jaką "najdzikszą" czerwień posiadacie w swym asortymencie? 
Jeśli macie zdjęcia albo recenzje - wklejajcie linki! (no i która z tych dwóch podoba Wam się bardziej?:))
Buziaki!

czwartek, 28 marca 2013

By nie pachnieć potem... tylko teraz :D



Cześć Dziewczyny!

Już dawno chciałam się zabrać za takiego posta, ale... No właśnie, było parę ALE. Wiele innych pomysłów, które były łatwiejsze i przyjemniejsze w wykonaniu (no niestety, dla mnie opisanie zapachu jest niezwykle trudne biorąc pod uwagę różnorodne zapędy naszych nosów) a także wciąż brak było mi odwagi… Brak było mi odwagi, bo czytając o Waszych Chloe, Chanelach, J’adorach i innych trochę głupio pokazywać mi zapachy, w których ja goszczę na co dzień w moim świecie. Nie wydaję na perfumy(a raczej wody toaletowe i perfumowane) więcej niż 100 złotych?
Powody są proste – nie stać mnie na wielki zakup, a po drugie – gdyby ten wielki zakup miał nastąpić, to zapach musiałby mi się naprawdę podobać! I tak błąkam się po świecie szukając ideału. A gdy znajdę – cena nie będzie grać roli :D

Póki co jest parę zapachów, które mi się podobają mniej lub bardziej. Niestety, nie będę opisywać nie wiadomo jakich walorów, głównie chodzi mi o trwałość i kategorię zapachową. Bo każdy ma inne pojęcie  o epitecie „ładny zapach” więc…


 *******************************************************************************************


Mój pierwszy poważny zakup, to s.Oliver Selection.
Cena: 20€ (dwa lata temu)
Pojemność: 30ml
Zapach: Słodki, delikatny, dziewczęcy.
Kompozycja: kwiatowo-owocowa
Zapachy: lima, nektarynka, bergamotka, jabłko, jaśmin,piwonia, ambra, piżmo, cedr
Rodzaj: Woda perfumowana.
Trwałość: Dobra

Był używany przeze mnie okazyjnie, bo bardzo lubiłam jego zapach. Dlatego skończył się dopiero po dwóch latach. Kupiony w  Beyernaumburgu pod wpływem impulsu (i wypłaty :))



 *******************************************************************************************



Miniaturka do torebki czyli kolekcja Sassy Swirl AVONuA konkretnie Vanilla Berry to ulubieniec.

Cena: ok. 20 złotych
Pojemność: 15ml
Zapach: słodki, słodki, słodki!
Kompozycja: owocowo-kwiatowa
Zapachy: kremowa wanilia i jagody
Rodzaj: woda toaletowa
Trwałość: średnia

Kolekcja Sassy Swirl wydawała się być strzałem w moje nosowe gusta. Słodkości w małych opakowaniach, które mogłam mieć przy sobie. Jednak ani się oglądnęłam zadziałało tzw. Prawo produktu. Czyli: „Jeśli produkt przypadnie Ci do gustu – zostanie on wycofany z produkcji” Cóż…



 ******************************************************************************************* 



Potem coś mi się ubzdurało i połakomiłam się na Beyonce i jej Heat Rush

źródło
Cena: ok. 20 złotych
Pojemność: 75ml
Zapach: słodki, ale owocowy i świeży
Kompozycja: kwiatowo-owocowa
Zapachy: czerwona pomarańcza, wiśnia i marakuja,
orchidea, hibiskus i kwiat mango, drzewo tekowe, ambra i piżmo.
Rodzaj: Woda toaletowa
Trwałość: słabo-średnia

Stwierdziłam, że jestem przesłodzona i zdecydowałam się na „Bijąsie” po promocji. Jednak jest tak nietrwała i tak szybko mi się przejadła, że aż wstyd…


 ******************************************************************************************* 


Potem pojawiła się ekscytacja AVONem. Byłam konsultantką i próbowałam tego i owego… Na pierwszy ogień poszło Perceive, które bardzo przypadło mi do gustu. Równie szybko się nudząc…

Cena: ok. 30 złotych
Pojemność: 50ml
Zapach: słodko-świeży
Kompozycja: kwiatowo owocowa
Zapachy:frezja, gardenia, biały pieprz, gruszka, Goździk, 
śliwka damasceńska, orchidea waniliowa, piżmo, drzewo sandałowe
Rodzaj: Woda perfumowana
Trwałość: Dobra

Moja ekscytacja była jak romans – głęboka, szaleńcza i szybka. Skończyło się na jednym opakowaniu…


  *******************************************************************************************


Ekscytacja AVONem trwała, a ja zamawiałam. Mama zawsze używała far away, więc kiedy weszła limitka Far away Dreams zamówiła ją z ciekawości. Jednak zapach jej nie podszedł – mnie za to bardzo! I tak stałam się szczęśliwąposiadaczką J

Cena: ok. 50 złotych
Pojemność: 50ml
Zapach: słodko-ciężki
Kompozycja: kwiatowo-orientalna
Zapachy: brzoskwinia, mango, ambra, drzewo sandałowe
Rodzaj: Woda perfumowana
Trwałość: Dobra

Niestety, tu również zadziałało prawo produktu… Powiedziałam do widzenia mojemu zapachowi i szukałam dalej…



*******************************************************************************************
 

Zrezygnowałam z bycia konsultantką. Skończyły się perfumy, więc na pocieszenie mama zakupiła mi coś „od konkurencji” -  Chiffon z Oriflame
Cena: ok. 30 złotych
Pojemność: 50ml
Zapach: słodko-ciężki
Kompozycja: kwiatowo-orientalna
Zapachy: drzewo cedrowe, tuberoza, geranium, śliwka, 
ylang-ylang, drzewo sandałowe, pomarańcza, białe piżmo
Rodzaj: Woda toaletowa
Trwałość: Średnia

Chiffon nie był strzałem w dziesiątkę. Jego zapach najzwyczajniej w świecie mnie drażni. Ale dzięki temu z powodzeniem używam go na co dzień i nie martwię się o to, że się zużyję :)



******************************************************************************************* 


Stało się… Szukałam jakiegoś zalążka zapachu, który by mi się spodobał, zatrzymując się przy stoisku Golden Rose. Miła pani mnie omamiła i tak oto wyszłam z jabłuszkiem Roxanne W7.

Cena: ok. 10 złotych
Pojemność: 18ml
Zapach: słodko-ciężki
Kompozycja: kwiatowo-orientalna
Zapachy: who(j) knows
Rodzaj: Woda toaletowa
Trwałość: Średnia

Gadżet do torebki. Bardzo go lubię, ale nie za często, bo mnie przytłacza. Słodki, ale ma w sobie jakiś ciężar, co sprawia, że za długie użytkowanie = ból głowy.


******************************************************************************************* 



 Olejek z Egiptu dostałam. O tak :) Było 7 a to jest 5 sekretów. Początkowo była to własność mamy, ale jej się ciężko przemóc, by smarować biedną skórę olejkiem zapachowym. Ja maźnę się nim, gdy mam na to czas.

Cena: ??
Pojemność: 30ml
Zapach: słodko-ciężki
Kompozycja: orientalna
Zapachy: 5sekretów :D
Rodzaj: olejek perfumowany
Trwałość: Dobra

Gdyby nie fakt, że wolę zrobić „psik psik” niż rozkremowywać olejek to byłoby to świetne i trwałe rozwiązanie! Jednak zapach jest zbyt egzotyczny i nie zgrywa się z moja osobowością…



******************************************************************************************* 


Maleństwa z MG trafiły w moje ręce przez przypadek w Tesco. Oglądałam sobie dział kosmetyczny czekając aż luby wybierze coś z półeczki obok ( :D ) i wpadło w oczy eau de perfum. Wzięłam Sensual i Feeling

Cena: S- 5 złotych z gorszami, F-prawie 9 złotych.
Pojemność: 20 ml każda
Zapach: słodko-ciężke
Kompozycja: S-drzewno kwiatowe, F- owocowo-kwiatowe
Zapachy: ???
Rodzaj: wody perfumowane
Trwałość: Średnia

Szczerze? Nie wiedziałam czego się po tym spodziewać. Woda perfumowana powinna być trwalsza. Z drugiej strony – cieszę się, że mam te maleństwa torebkowe za mniej niż dyszkę i mogę się nimi psikać gdy tylko zechcę i nie jest mi ich żal (godni zastępcy Chiffona:P) ponadto Feeling ma naprawdę ładny zapach!



******************************************************************************************* 

Mój ostatni, najdroższy zakup w ciągu ostatniego roku, to Bruno Banani – Pure Woman. Szukałam zapachu, a ponieważ niezwykle rzadko zdarza się, że podoba się jakiś zapach mnie i memu ukochanemu jednocześnie – gdy wąchając Bruna ON powiedział „TAK!” nie zastanawiałam się długo…

Cena: 59 złotych
Pojemność: 30ml
Zapach: słodko-świeży
Kompozycja: ciepło-zmysłowa, słodka
Zapachy: frezja, czarna porzeczka, zielona mandarynka,
cyklamen, piwonia, ambra, wanilia
Rodzaj: woda toaletowa
Trwałość: Dobra

Zapach utrzymuje się długo, pomimo, że jest to woda toaletowa – jestem mile zaskoczona. Myślałam, że to przepłacona inwestycja. Będę używać na specjalne okazję :) Bardzo mi się podoba, choć to nie jest w 100% to...


******************************************************************************************* 


I ostatnie, największe i najmniejsze zarazem znalezisko… Powinnam dziękować za nie Cytynie bo gdyby nie wygrana u niej na blogu, nie widziałabym kim jestem. Zapach wygrałam już dawno… Ale dopiero teraz przekonuje się o tym jak bardzo jest moim odzwierciedleniem! PINK SUGAR, Aquolina.

Cena: 110zł
Pojemność: 100ml
Zapach: słodko-słodki
Kompozycja: ciepło-słodka
Zapachy: pomarańcza sycylijska, liście figowca, maliny,
Bergamotka, konwalia, czerwone porzeczki, wata cukrowa,
Lukrecja, wanilia, karmel, piżmo
Rodzaj: woda toaletowa
Trwałość: Dobra

Słodycz, słodycz, jeszcze raz słodycz! Ale o dziwo, nie dusi mnie ona, ale pobudza do życia! Lepiej mi się myśli, jakoś tak wszystko wydaje się piękniejsze gdy czuje siebie w różowym cukrze! Patrząc na zapachowe nuty – karmel, wata cukrowa i wanilia – czego mi więcej do szczęścia potrzeba? :D Na pełnowymiarowe opakowanie skuszę się… jak  się obronię!


******************************************************************************************* 

A teraz wieści z linii frontu – krążąc po otchłaniach Rossmana wąchałam wszystkie perfumy, jakie tylko się dało. Natrafiłam szczęśliwie na Police Pasion, które pachnie podobnie do mojego Pink Sugar. Sprawdzając „skład” zapachowy parę składników magicznej receptury się pokrywa i dlategóż widać jest przyjemne dla mego nosa. Czajenie się i psikanie podczas konspiracyjnych pobytów w RoŚmanie uważam za rozpoczęte! :)


Uf, to był dla mnie naprawdę trudny post…
Zakończony znaleziskiem i postanowieniem.

Ciekawa jestem czy odnalazłyście już SWÓJ zapach i jaki on jest? Słodki, tajemniczy?
Czy może tak jak ja – jeszcze nie weszłyście w posiadanie swojego zapachowego „ja”? :)
Dajcie znać, chętnie pooglądam czym pachną blogerki!!!
Buziaki!