niedziela, 31 marca 2013

Makijażowe Stylizacje : Ognisty lis!

Cześć Dziewczyny! 

Pierwsza dawka jajek już pochłonięta? :) Nie wiem jak u Was, ale u mnie w kościele niestety dało się ODCZUĆ świąteczną atmosferę... xD

Jednak w przerwie pomiędzy przygotowaniami do pożerania, pożeraniem i sprzątaniem znalazłam czas na małe makijażowe "conieco" :) Milomania świetnie obmyśliła czasowe możliwości w okresie świątecznego zamieszania. Pomimo wielkich chęci - zmalowałam tylko jedną pracę. Choć widziałam u innych dziewczyn naprawdę prawdziwe galerie! Ja jednak skromnie wypuszczam mojego małego liska w wielki świat Interneta.

W tym tygodniu Makijażowych Stylizacji za zadanie miałyśmy stworzyć zwierzaka, lub owoc na oku, lub ustach. Zdecydowałam się na liska... Ale żeby nie był on zbyt "pospolitym" rudzielcem - zrobiłam Ognistego Lisa :D 


Podobieństwo do symbolu znanej przeglądarki nie jest przypadkowe :) Mój Lis Ognisty znalazł się na chwilę na ustach i zrobił furrorę w moim domu (wśród paru domowników wzbudził jednak totalne zdziwienie i pukanie się w czoło:))




Mój Ognisty Lis nie ma problemu z transferem danych, ani się nie zacina. Ponieważ zabrakło mi czasu na inne wymyślne zwierzaki, albo owoce wstawiam więc jeszcze zdjęcia tegorocznych pisanek, które wyglądają według najbliższych jak zombie :D Faktycznie - coś w tym jest :D A więc zombie-pisanki robione na szybkiego:




No cóż, moja nienażarta siostra "zjadła się" na wstępie, więc późniejsza sesja w śniegu w pełnym składzie nie mogła mieć miejsca.

Trzymajcie się cieplutko w te śniegowe dni!
Już wkrótce ruszam z tematyką pytawczo-ślubną :)

piątek, 29 marca 2013

"A za nawzajem udław się jajem!"

Cześć Kochane!

Tytuł posta jest trochę przerażający biorąc pod uwagę, że najbliższe święta składają się głównie z pochłaniania jaj w ilości większej niż norma przewiduje :) 
No a ja w związku z zawodem mojego Narzuconego muszę powoli zacząć przyzwyczajać się, że większość Świąt, ważnych okazji itd będę spędzać sama. Dlatego w tym roku Wielkanoc w gronie rodzinnym wydaje mi się wyjątkowo atrakcyjna i nawet fajniejsza niż do tej pory!

Cieszy mnie, że posiedzę sobie z ludźmi, pooglądam serial i będę zajadać się pysznościami.  I pominąwszy wszystkie znane tradycje mam w domu jedną taką, którą lubię najbardziej - a mianowicie spersonalizowane pisanki! 
Oprócz wielu kolorowych jaj gotujemy parę w łupinach, żeby skorupki lekko się zarumieniły. A następnie rozpoczyna się proces zdobienia, podczas którego każdy z domowników ma wytwarzaną własną, podpisaną pisankę :)


A więc chciałam Wam przedstawić swoją rodzinkę w paru odsłonach : 

1. Moja rodzina jako banda wystraszonych kurczaków


2. Moja rodzina jako banda psychicznych, zmutowanych kurczaków
(babci nawet się upiekło i fryzura wyszła jak trza!)


1. Moja rodzina jako... moja rodzina :) Plus jeden "domownik" gratis :D


W tym roku mam zamysł również z podobiznami, jedynie wykonanie trochę inne - ciekawa jestem jak wyjdzie :) No i tegoroczne jajka będą miały sesje fotograficzną w śniegu... To sprawia, że mówiąc innym "wesołych świąt" mam wrażenie, jakbym miała jakieś deja vu i wróciła na Boże Narodzenie. 
No ale odbiegając od pierdółek - chciałam Wam życzyć smacznego jajka i dużo spokoju w najbliższe dni. Pamiętajcie, że to TYLKO święta i nie dajcie się zwariować!  (mieszkam z taką, która przez to wylądowała w szpitalu, więc wiem co mówię:)) 

Cholercia - patrząc na to jak ciepło jest na zdjęciach nie mogę wytrzymać porównując to z krajobrazem za oknem!


A Wy macie jakieś swoje prywatne tradycje?
Widziałam u paru z Was boskie ozdóbki świąteczne! (oczywiście ręcznej roboty:))
PS! Dziękuję za perfumowe zwierzenia i sugestie - na pewno się rozejrzę :*

czwartek, 28 marca 2013

By nie pachnieć potem... tylko teraz :D



Cześć Dziewczyny!

Już dawno chciałam się zabrać za takiego posta, ale... No właśnie, było parę ALE. Wiele innych pomysłów, które były łatwiejsze i przyjemniejsze w wykonaniu (no niestety, dla mnie opisanie zapachu jest niezwykle trudne biorąc pod uwagę różnorodne zapędy naszych nosów) a także wciąż brak było mi odwagi… Brak było mi odwagi, bo czytając o Waszych Chloe, Chanelach, J’adorach i innych trochę głupio pokazywać mi zapachy, w których ja goszczę na co dzień w moim świecie. Nie wydaję na perfumy(a raczej wody toaletowe i perfumowane) więcej niż 100 złotych?
Powody są proste – nie stać mnie na wielki zakup, a po drugie – gdyby ten wielki zakup miał nastąpić, to zapach musiałby mi się naprawdę podobać! I tak błąkam się po świecie szukając ideału. A gdy znajdę – cena nie będzie grać roli :D

Póki co jest parę zapachów, które mi się podobają mniej lub bardziej. Niestety, nie będę opisywać nie wiadomo jakich walorów, głównie chodzi mi o trwałość i kategorię zapachową. Bo każdy ma inne pojęcie  o epitecie „ładny zapach” więc…


 *******************************************************************************************


Mój pierwszy poważny zakup, to s.Oliver Selection.
Cena: 20€ (dwa lata temu)
Pojemność: 30ml
Zapach: Słodki, delikatny, dziewczęcy.
Kompozycja: kwiatowo-owocowa
Zapachy: lima, nektarynka, bergamotka, jabłko, jaśmin,piwonia, ambra, piżmo, cedr
Rodzaj: Woda perfumowana.
Trwałość: Dobra

Był używany przeze mnie okazyjnie, bo bardzo lubiłam jego zapach. Dlatego skończył się dopiero po dwóch latach. Kupiony w  Beyernaumburgu pod wpływem impulsu (i wypłaty :))



 *******************************************************************************************



Miniaturka do torebki czyli kolekcja Sassy Swirl AVONuA konkretnie Vanilla Berry to ulubieniec.

Cena: ok. 20 złotych
Pojemność: 15ml
Zapach: słodki, słodki, słodki!
Kompozycja: owocowo-kwiatowa
Zapachy: kremowa wanilia i jagody
Rodzaj: woda toaletowa
Trwałość: średnia

Kolekcja Sassy Swirl wydawała się być strzałem w moje nosowe gusta. Słodkości w małych opakowaniach, które mogłam mieć przy sobie. Jednak ani się oglądnęłam zadziałało tzw. Prawo produktu. Czyli: „Jeśli produkt przypadnie Ci do gustu – zostanie on wycofany z produkcji” Cóż…



 ******************************************************************************************* 



Potem coś mi się ubzdurało i połakomiłam się na Beyonce i jej Heat Rush

źródło
Cena: ok. 20 złotych
Pojemność: 75ml
Zapach: słodki, ale owocowy i świeży
Kompozycja: kwiatowo-owocowa
Zapachy: czerwona pomarańcza, wiśnia i marakuja,
orchidea, hibiskus i kwiat mango, drzewo tekowe, ambra i piżmo.
Rodzaj: Woda toaletowa
Trwałość: słabo-średnia

Stwierdziłam, że jestem przesłodzona i zdecydowałam się na „Bijąsie” po promocji. Jednak jest tak nietrwała i tak szybko mi się przejadła, że aż wstyd…


 ******************************************************************************************* 


Potem pojawiła się ekscytacja AVONem. Byłam konsultantką i próbowałam tego i owego… Na pierwszy ogień poszło Perceive, które bardzo przypadło mi do gustu. Równie szybko się nudząc…

Cena: ok. 30 złotych
Pojemność: 50ml
Zapach: słodko-świeży
Kompozycja: kwiatowo owocowa
Zapachy:frezja, gardenia, biały pieprz, gruszka, Goździk, 
śliwka damasceńska, orchidea waniliowa, piżmo, drzewo sandałowe
Rodzaj: Woda perfumowana
Trwałość: Dobra

Moja ekscytacja była jak romans – głęboka, szaleńcza i szybka. Skończyło się na jednym opakowaniu…


  *******************************************************************************************


Ekscytacja AVONem trwała, a ja zamawiałam. Mama zawsze używała far away, więc kiedy weszła limitka Far away Dreams zamówiła ją z ciekawości. Jednak zapach jej nie podszedł – mnie za to bardzo! I tak stałam się szczęśliwąposiadaczką J

Cena: ok. 50 złotych
Pojemność: 50ml
Zapach: słodko-ciężki
Kompozycja: kwiatowo-orientalna
Zapachy: brzoskwinia, mango, ambra, drzewo sandałowe
Rodzaj: Woda perfumowana
Trwałość: Dobra

Niestety, tu również zadziałało prawo produktu… Powiedziałam do widzenia mojemu zapachowi i szukałam dalej…



*******************************************************************************************
 

Zrezygnowałam z bycia konsultantką. Skończyły się perfumy, więc na pocieszenie mama zakupiła mi coś „od konkurencji” -  Chiffon z Oriflame
Cena: ok. 30 złotych
Pojemność: 50ml
Zapach: słodko-ciężki
Kompozycja: kwiatowo-orientalna
Zapachy: drzewo cedrowe, tuberoza, geranium, śliwka, 
ylang-ylang, drzewo sandałowe, pomarańcza, białe piżmo
Rodzaj: Woda toaletowa
Trwałość: Średnia

Chiffon nie był strzałem w dziesiątkę. Jego zapach najzwyczajniej w świecie mnie drażni. Ale dzięki temu z powodzeniem używam go na co dzień i nie martwię się o to, że się zużyję :)



******************************************************************************************* 


Stało się… Szukałam jakiegoś zalążka zapachu, który by mi się spodobał, zatrzymując się przy stoisku Golden Rose. Miła pani mnie omamiła i tak oto wyszłam z jabłuszkiem Roxanne W7.

Cena: ok. 10 złotych
Pojemność: 18ml
Zapach: słodko-ciężki
Kompozycja: kwiatowo-orientalna
Zapachy: who(j) knows
Rodzaj: Woda toaletowa
Trwałość: Średnia

Gadżet do torebki. Bardzo go lubię, ale nie za często, bo mnie przytłacza. Słodki, ale ma w sobie jakiś ciężar, co sprawia, że za długie użytkowanie = ból głowy.


******************************************************************************************* 



 Olejek z Egiptu dostałam. O tak :) Było 7 a to jest 5 sekretów. Początkowo była to własność mamy, ale jej się ciężko przemóc, by smarować biedną skórę olejkiem zapachowym. Ja maźnę się nim, gdy mam na to czas.

Cena: ??
Pojemność: 30ml
Zapach: słodko-ciężki
Kompozycja: orientalna
Zapachy: 5sekretów :D
Rodzaj: olejek perfumowany
Trwałość: Dobra

Gdyby nie fakt, że wolę zrobić „psik psik” niż rozkremowywać olejek to byłoby to świetne i trwałe rozwiązanie! Jednak zapach jest zbyt egzotyczny i nie zgrywa się z moja osobowością…



******************************************************************************************* 


Maleństwa z MG trafiły w moje ręce przez przypadek w Tesco. Oglądałam sobie dział kosmetyczny czekając aż luby wybierze coś z półeczki obok ( :D ) i wpadło w oczy eau de perfum. Wzięłam Sensual i Feeling

Cena: S- 5 złotych z gorszami, F-prawie 9 złotych.
Pojemność: 20 ml każda
Zapach: słodko-ciężke
Kompozycja: S-drzewno kwiatowe, F- owocowo-kwiatowe
Zapachy: ???
Rodzaj: wody perfumowane
Trwałość: Średnia

Szczerze? Nie wiedziałam czego się po tym spodziewać. Woda perfumowana powinna być trwalsza. Z drugiej strony – cieszę się, że mam te maleństwa torebkowe za mniej niż dyszkę i mogę się nimi psikać gdy tylko zechcę i nie jest mi ich żal (godni zastępcy Chiffona:P) ponadto Feeling ma naprawdę ładny zapach!



******************************************************************************************* 

Mój ostatni, najdroższy zakup w ciągu ostatniego roku, to Bruno Banani – Pure Woman. Szukałam zapachu, a ponieważ niezwykle rzadko zdarza się, że podoba się jakiś zapach mnie i memu ukochanemu jednocześnie – gdy wąchając Bruna ON powiedział „TAK!” nie zastanawiałam się długo…

Cena: 59 złotych
Pojemność: 30ml
Zapach: słodko-świeży
Kompozycja: ciepło-zmysłowa, słodka
Zapachy: frezja, czarna porzeczka, zielona mandarynka,
cyklamen, piwonia, ambra, wanilia
Rodzaj: woda toaletowa
Trwałość: Dobra

Zapach utrzymuje się długo, pomimo, że jest to woda toaletowa – jestem mile zaskoczona. Myślałam, że to przepłacona inwestycja. Będę używać na specjalne okazję :) Bardzo mi się podoba, choć to nie jest w 100% to...


******************************************************************************************* 


I ostatnie, największe i najmniejsze zarazem znalezisko… Powinnam dziękować za nie Cytynie bo gdyby nie wygrana u niej na blogu, nie widziałabym kim jestem. Zapach wygrałam już dawno… Ale dopiero teraz przekonuje się o tym jak bardzo jest moim odzwierciedleniem! PINK SUGAR, Aquolina.

Cena: 110zł
Pojemność: 100ml
Zapach: słodko-słodki
Kompozycja: ciepło-słodka
Zapachy: pomarańcza sycylijska, liście figowca, maliny,
Bergamotka, konwalia, czerwone porzeczki, wata cukrowa,
Lukrecja, wanilia, karmel, piżmo
Rodzaj: woda toaletowa
Trwałość: Dobra

Słodycz, słodycz, jeszcze raz słodycz! Ale o dziwo, nie dusi mnie ona, ale pobudza do życia! Lepiej mi się myśli, jakoś tak wszystko wydaje się piękniejsze gdy czuje siebie w różowym cukrze! Patrząc na zapachowe nuty – karmel, wata cukrowa i wanilia – czego mi więcej do szczęścia potrzeba? :D Na pełnowymiarowe opakowanie skuszę się… jak  się obronię!


******************************************************************************************* 

A teraz wieści z linii frontu – krążąc po otchłaniach Rossmana wąchałam wszystkie perfumy, jakie tylko się dało. Natrafiłam szczęśliwie na Police Pasion, które pachnie podobnie do mojego Pink Sugar. Sprawdzając „skład” zapachowy parę składników magicznej receptury się pokrywa i dlategóż widać jest przyjemne dla mego nosa. Czajenie się i psikanie podczas konspiracyjnych pobytów w RoŚmanie uważam za rozpoczęte! :)


Uf, to był dla mnie naprawdę trudny post…
Zakończony znaleziskiem i postanowieniem.

Ciekawa jestem czy odnalazłyście już SWÓJ zapach i jaki on jest? Słodki, tajemniczy?
Czy może tak jak ja – jeszcze nie weszłyście w posiadanie swojego zapachowego „ja”? :)
Dajcie znać, chętnie pooglądam czym pachną blogerki!!!
Buziaki!

poniedziałek, 25 marca 2013

"Orgazm na plecach!"


Cześć Dziewczyny!

No cóż, nie jest to niestety mój cytat, ale mojej dobrej znajomej, która powiedziała tak po użyciu  produktu, który dostała ode mnie i koleżanek w prezencie, a który chciałam Wam dziś opisać :) Dlatego też czuje się rozgrzeszona cytując ten jakże obrazowy wpływ kosmetyku na włosy i w tym przypadku - plecy :D

Joanna, albo Dżoana - nazywamy tak, jak lubimy, a czy lubimy, to zależy już tylko od naszej skóry, włosów i upodobań. Tak się składa, że miałam już dość trochę produktów Joanny i z większością się polubiłam. W [TYM] poście opisywałam swoje przeżycia związane trochę z szałem na olejek arganowy w kosmetykach i krótki opis kuracji firmy Marion. Nie przyniosła ona ochów i achów, wręcz mały zawód, więc dość sceptycznie podchodziłam do Eliksiru Joanny. 


No cóż, więc zostaje mi tylko szybko popodniecać się jego działaniem, a potem porównać Eliksir do Kuracji. Różnica przede wszystkim wizualna - Joanna mieści się w masywniejszej, szklanej buteleczce z superową pompką i jest żółciutka! Ale jest jej o 20 ml mniej. Moim zdaniem też gęstsza i bardziej kleista. Na dodatek naprawdę ładnie pachnie, a włosy po Eliksirze Joanny są milutke i zabezpieczone. Zapach utrzymuje się jakiś czas na włosach, tak samo uczucie "miłego" włosa :) Delikatnie nabłyszcza, choć stosowałam go tylko na końcówki, które dzięki niemu wyglądały zdrowo i nie rozdwajały się pomimo ciągłego tarcia o kurtki, szaliki i czapki.




Producent obiecał:
-zmysłowy połysk
-aksamitną gładkość
-zdrowy piękny wygląd
-jedwabistą miękkość
-ochronę przed puszeniem się

No cóż, zdarza się to podobno tylko w bajkach, ale producent miał rację i wywiązał się z obietnic! :) Dajecie wiarę? Sprawiło to, że jest to bezapelacyjnie mój ulubiony preparat i wyciskam ostatnie kropelki szykując się na nowe opakowanie :)



A więc krótka i zwięzła rozprawa nad jednym i drugim:



Myślę, że są to kosmetyki, o których ciężko coś więcej powiedzieć... Używałam go zamiast jedwabiu do włosów, zabezpieczałam moje pocieniowane końce. Jedna, wielka różnica polega na trwałości uzyskanych efektów, które w przypadku Marion po jakimś czasie zwyczajnie znikały. Najśmieszniejsze porównując składy jest to, że perfuma w Marionie niby jest o jedno oczko wyżej, a mój nos nie jest na nią czuły :D Natomiast Eliksir Joanny wyczuję z zamkniętymi oczyma!



Jest to ten jeden z przypadków, kiedy muszę się zgodzić, że naprawdę bardziej opłaca się kupić droższe opakowanie, którego jest mniej, niż tańsze, którego jest więcej. I teraz najciekawsze: kurację Marionu zużyłam szybciej niż Joannę. A to dlaczego? Bo gdy efekt elastycznego włosa nagle wyparował i na powrót moje końcówki robiły się sianowate - nakładałam kolejną porcję, żeby wyglądały dobrze. I tak w kółko. Joannę zaś nakładałam po myciu RAZ a dobrze przez co starczyła mi na około 3 miesiące(jeszcze z niej trochę wycisnę:))

Moim zdaniem Eliksir Joanny to zakup udany i lecę po niego do Drogerii Polskich(tam najczęściej spotykam).
A Wy miałyście do czynienia z Joanną w wersji arganowej?
Czy dzielnie nie dałyście się skusić producentom na arganowe szaleństwo?:)

sobota, 23 marca 2013

FACE IT! Czyli słynne 'to B(B)' na twarzy!

Cześć Dziewczyny!

'To Be, or not to Be - that is the question!'
W tym przypadku to akurat : 'To BB or not to BB?', ale o tym przekonać możecie się na końcu sumując wady i zalety nowego kremu BB od Bourjois. Nietypowego, bo w kompakcie. Nietypowego, bo z teleskopowym lusterkiem i wywietrznikami na gąbeczkę. Nadeszła dziś pora na moje oględziny. Zostawię więc tematy ślubne i codzienne na kiedy indziej, a dziś przyglądnę się paru konkretom.

Jakiś czas temu udało mi się wygrać krem BB Bourjois w rozdaniu na blogu mysieuszki :) Szczerze? Napaliłam się na niego jak dzik na trufle, bowiem nigdy wcześniej nie miałam kremu BB, a będąc fanatykiem gadżetów przyciągało mnie bajeranckie obrotowe lustereczko. Jakoś tak się stało, że BB wpadł w moje ręce i testowałam go sumiennie przez ostatnie tygodnie dzięki serwisowi bangla.pl :)




Myślę, że wiele już było o nim napisane, a moje zachwyty nad designem będą zbędne :) Zamknięcie na magnesik, całość oprawiona w śliczną czerń (na której łatwo odbić uciaprane paluchy, ale w tym tkwi piękno tego koloru, że czyste jest perfekcyjne, ale widać każdą smugę)



Akurat zaraz po otrzymaniu tego kosmetyku nastąpiła u mnie jakaś dziwna reakcja na... prawdopodobnie wodę? Na skórze wykwitły czerwone suche plamy, skóra niemiłosiernie piekła, krem nie pomagał, a przemywanie twarzy wodą i nakładanie mojego podkładu kryjącego tylko wzmagało pieczenie i czerwień na policzkach. [możecie pooglądać te 'cuda' TU]

Stwierdziłam : "a co mi tam!" i nakładałam na całą twarz Bourjois.
I co?

Chciałam po kolei opisać swoje odczucia co do poszczególnych punktów, gdyż producent opisuje krem ten BB jako produkt 8 w 1. Testowałam numerek 21 Vanilla, czyli najjaśniejszy, gdyż jestem bardziej blada, aniżeli opalona. Ale do rzeczy i po kolei - kosmetyk firmy Bourjois miał za zadanie:

1. Wyrównywać kolor skóry na 16h 
  To maleństwo przede wszystkim zadziwiło mnie świetnym kryciem! Nie spodziewałam się po nim niczego więcej jak smagnięcia skóry kolorem, a tu przy odpowiednim dołożeniu kremu w newralgicznych miejscach uzyskałam jednolity kolor! Koleżanka napastowania moim smęceniem na twarz w kolorze purpury pytała mnie gdzie te plamy na skórze? Krem BB skutecznie je ukrył przed światem :) Jednak kontakt jakichkolwiek kosmetyków ze skórą powodował pieczenie, więc robiłam sobie zimne okłady na twarzy ścierając puder. I wtedy lustereczko i gąbka okazały się niezwykłym sprzymierzeńcem do poprawek między zajęciami!


Przed i po nałożeniu w słoneczku! :)

2. Wygładzić
Skóra wydawała się owszem gładsza, ale bez przesady. Wciąż efekt był niezwykle naturalny.

3.  Miejscowo tuszować niedoskonałości
Tak, tak, tak! Jak w punkcie pierwszym! Choć o ile świetnie poradził sobie z plamami na twarzy, to przy krostkach delikatnie podkreślał suche skórki. A wiadomo - nie lubimy tego.


Przed i po nałożeniu w stadium "pieczenia i wykwitów" na twarzy. Ale byłam FUJ :(

4.  Dawać efekt wypoczętej skóry 
Jak najbardziej! Twarz wygląda na "wyspaną" i szczęśliwą :) 

5. Matować
Owszem, ale nie jest to taki sztuczny, "tępy" mat, ale bardzo przyjemny, nie przesadny. Ja po nałożeniu kremu BB nie używałam już pudru w kamieniu, bo... zwyczajnie nie potrzebowałam.

6.  Zapobiegać oznakom przedwczesnego starzenia
Tego nie jestem w stanie stwierdzić stosując go około miesiąca :)

7. Nawilżać
I tu chyba muszę powiedzieć, że nie odnalazłam takiegoż  wpływu na skórę. Osobiście jestem sucharkiem i bez porządnej dawki nawilżenia krem BB mnie po prostu wysuszał, a cera wyglądała nieestetycznie. Miałam duże nadzieje co do nawilżania w tym kosmetyku, ale niestety - nie poradził sobie z tym wyzwaniem na mojej suchej skórze. Jednak oddałam go w ręce koleżanki, żeby sprawdzić jak sprawuje się w innych "warunkach" :) recenzja wkrótce!

8. Filtr SPF 20 
I to jest fajna sprawa... Nie tylko w lecie, ale i teraz, gdy słońce potrafi być naprawdę ostre i nieprzyjazne dla naszej skóry filtr jak najbardziej na TAK!


***********************************************************************


Podsumowując : dzięki odpowiedniej pielęgnacji, ja, suchoskórna Picola byłam w stanie uzyskać dzięki kremowi BB Bourjois naprawę ładne wyrównanie kolorytu skóry twarzy, zamaskowanie paru porblemów, efekt wypoczętej  twarzy i mat w jednym. To naprawdę dużo więcej niż się spodziewałam, co sprawia, że wyjątkowo przyjemnie używa mi się kosmetyku :)
Próbowałam nakładać też kosmetyk wklepując palcem. Uzyskując ładną, ale dużo "cięższą" wersję powłoki na twarzy. Jednak zużywa się wtedy więcej kosmetyku.


***********************************************************************



Jednak jest parę minusów, o których chciałam krótko, ale na temat wspomnieć:

- bez odpowiedniego nawilżenia przed aplikacją kremu BB może on wysuszać i tworzyć nieestetyczne "pęknięcia" (ja kremowałam się na zmianę Sylveco i Babydream - likwidując ten minusik)
- nosząc kosmetyk przy sobie w torebce śmietki wchodzą przez otworki w pudełeczku(które pozwalają gąbce oddychać, al wpuszczają tyle świństwa że oj!)
- po nałożeniu krem BB lubi wejść w zmarszczki! Dlatego odczekuję chwilę, robię poprawki i dopeiro mogę wyjść do ludzi.
- moim skromnym zdaniem - cena nieadekwatna do ilości.


***********************************************************************


Reasumując, jestem naprawdę bardzo zadowolona z tego kremu, bo nie spodziewałam się po nim AŻ tyle. Zawiódł mnie pod kątem nawilżania, ale spodobał mi się niezwykle naturalny efekt jaki daje.

Chętnie sprawdzę jak sprawuje się w upały wyglądając świeżo i naturalnie ;)

Za niedługo sprawozdanie z Akcji kremu BB u koleżanki, póki co ja daję mu buziola! :)

Miłego wieczorku!!!